O autorze
Absolwent Matematyki Stosowanej na PŁ i studiów Menadżerów Samorządu Terytorialnego w SGH. Specjalista ds. funduszy europejskich, polityk i społecznik. Sekretarz Rady Wojewódzkiej SLD województwa łódzkiego.

Szczer(sk)y jak PiS

Puste klasy od 8 kwietnia to realne zagrożenie
Puste klasy od 8 kwietnia to realne zagrożenie fot. Wokandapix / pixabay.com
"Nauczyciele nie mają obowiązku życia w celibacie. W związku z powyższym także te transfery, które są dzisiaj dokonywane np. dla rodzin polskich - 500 plus - to też dotyczy nauczycieli. PiS daje pieniądze nauczycielom, bo daje wszystkim Polakom" – takie słowa wypowiedział szef Gabinetu Prezydenta RP Krzysztof Szczerski na antenie Radiowej Trójki.


Od momentu kiedy Anna Zalewska, Minister Edukacji Narodowej, została nominowana na lidera listy PiS w okręgu dolnośląskiego do Parlamentu Europejskiego, przestała być stroną sporu. Z dezerterami nie ma co rozmawiać, bo i tak po 26 maja wszelkie ustalenia z Zalewską przestaną mieć znaczenie. Jej rolę przejęli zatem inni pretorianie Prawa i Sprawiedliwości.


Na pierwszy ogień poszedł szef Gabinetu Prezydenta RP i od razu poległ. Prezydent Andrzej Duda powinien być reprezentowany przez kogoś, kto ma większą wrażliwością w temacie edukacji. W końcu pierwsza dama to urlopowana nauczycielka niemieckiego. Właściwie nic nie trzeba byłoby dodawać do cytowanych we wstępie słów pana Szczerskiego. Było to bardzo bezczelne, instrumentalne i lekceważące dla całego środowisko nauczycielskiego. Ale nie o formę tu tylko chodzi, bo za nią szczery szef gabinetu prezydenta przeprosił. Jego wypowiedź pokazała po prostu całkowitą ignorancję, odpychanie od siebie problemu i kompletny brak chęci zrozumienia powagi sytuacji.


Demografia, głupcy
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (ang. OECD) co roku publikuje raport „Education at a Glance” (pl. „Edukacja w skrócie”) prezentujący informacje na temat stanu edukacji na całym świecie. Raporty tworzone są przez OECD we współpracy z ministerstwami edukacji i służbami statystycznymi państw członkowskich. Czego dowiadujemy się z raportu za rok 2018? Że w Polsce rozwarstwienie płacowe między nauczycielami a resztą gospodarki jest coraz większe i osiągnęło skalę największą w historii. Do tej części raportu jeszcze wrócę. Co równie istotnego znajduje się w analizie OECD, a czego widocznie pan Szczerski sobie nie przyswoił? W Polsce odsetek najmłodszych nauczyciele poniżej 30 roku życia to odpowiednio:
9 proc. kadry w szkołach podstawowych;
6 proc. w (likwidowanych) gimnazjach;
5 proc. w liceach i szkołach zawodowych;
czyli średnio niecałe 7 proc.
Średnia dla krajów UE (dla wszystkich typów szkół) to 11 proc., ale w krajach, w których systemy motywacyjne dla nauczycieli są lepsze, wygląda to już zdecydowanie lepiej, np.:
31 proc. w Wielkiej Brytanii;
21 proc. w Luksemburgu;
20 proc. w Belgii;
16 proc. Norwegia;
15 proc. w Holandii.
Abstrahując, więc od topornego języka i przedmiotowego traktowania żeńskiej części nauczycieli, jakimi w swojej wypowiedzi popisał się Krzysztof Szczerski, to niewiele z nich będzie mogło skorzystać z jego rady, bo stanowią mały odsetek całej grupy zawodowej.


Monopol państwa
Wczoraj premier Morawiecki w wywiadzie powiedział, że niskie wynagrodzenie w oświacie to wina samorządów terytorialnych, które jako organ nadzorujący szkoły oszczędzają na nauczycielach, ponieważ nie wypłacają dodatku motywacyjnego, funkcyjnego albo za trudne warunki pracy. Mateusz "Pinokio" Morawiecki znów świadomie i z premedytacją kłamie. Dla przykładu, wydatki Łodzi na edukację to ponad 1 miliard złotych, podczas gdy centralna subwencja oświatowa wynosi tylko 652 miliony złotych. Gdyby nie samorządy, to wynagrodzenia byłyby jeszcze niższe.

Nauczyciele to szczególna grupa zawodowa. Nie mają oni do wyboru kilkunastu pracodawców, żeby grożąc odejściem do innego wywierać presję płacową. Państwo jest monopolistą na tym "rynku" i to od niego wszystko zależy. Niskie pensje w oświacie to problem nas wszystkich. Jeśli chcemy jako kraj rozwijać się i aspirować do grona wysoko rozwiniętych gospodarek, jeśli nasza demokracja ma działać sprawnie, to potrzebujemy najlepszych absolwentów szkół wyższych, decydujących się na pracę w szkole. Rząd PiS musi także zrozumieć, że problemem, z którym zaraz będziemy musieli się zmierzyć, to brak następstwa pokoleniowego. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest znana i tu wracamy do najważniejszego wniosku jaki wynika z raportu OECD i danych GUS. W trzecim kwartale 2018 zarobki w gospodarce narodowej wynosiły 4 580 zł brutto i były o 1283 zł wyższe niż pensja nauczyciela dyplomowanego (3 317 zł brutto w 2018 roku). Taka sytuacja skutecznie zniechęca potencjalnych młodych nauczycieli do podjęcia się tej pracy. Pracy, która oprócz tego, że jest misją, jest też wielką odpowiedzialnością, za którą powinno iść wynagrodzenie zbliżone co najmniej do średnich zarobków krajowych. Postulat podwyżki 1 000,00 zł brutto to jedynie częściowe zniwelowanie rosnącego rozwarstwienia, a związany z tym protest nauczycieli, to nie żadna akcja polityczna. Długoterminowo to dbanie o jakość przyszłych kadr, a krótkoterminowo błaganie środowiska o godność!


Sojusz Lewicy Demokratycznej popiera zaplanowany na 8 kwietnia br. strajk szkolny i przyłącza się do apelu Związku Nauczycielstwa Polskiego:
"Drodzy Rodzice!
Zdajemy sobie sprawę, że nasz protest może wiązać się z pewnymi trudnościami dla Was i Waszych dzieci. Prosimy jednak o wyrozumiałość.
Mamy wspólny cel: jest nim dobra edukacja. A dobrej szkoły nie stworzymy bez dobrych i godnie opłacanych nauczycieli.
Protestujemy, bo zależy nam na przyszłości edukacji!
"

To, czy strajk odbędzie się czy nie, zależy dziś wyłącznie od decyzji rządu!

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...