Agresja słabeuszy
Jeżeli jesteśmy już przy naczelnych mizoginach Polski, to prym w tej kategorii oczywiście wiedzie Janusz Korwin-Mikke. W zeszłym tygodniu dał tego przykład i to dwukrotnie. Najpierw wykonując ‘popisowe’ wystąpienie podczas debaty nad nierównościami płacowymi kobiet i mężczyzn w Parlamencie Europejskim, mówiąc: ”Jesteście słabsze, mniejsze i mniej inteligentne, więc musicie zarabiać mniej”. Następnie we wpisie na portalu społecznościowym podejmując próbę ‘wytłumaczenia’ się z tych słów, sugerując że jego wypowiedź nie została zrozumiana poprawnie, bo miał na myśli, że „Kobiety są średnio mniej inteligentne od mężczyzn”. Dlatego, z okazji dnia kobiet zwracam się do europosła Korwin-Mikke, znawcy w dziedzinie statystyki i niuansów lingwistycznych, i oświadczam, że jako socjaldemokrata nie domagam się żeby kobiety zarabiały więcej. Domagam się za to, aby na takich samych stanowiskach (czyli spełniając tym samym wymagania dotyczące siły, wielkości i inteligencji) kobiety zarabiały tyle samo co mężczyźni. Nie są to żadne przywileje, a zwyczajna sprawiedliwość.
Prawicowy patriarchat
Polska prawica od samego początku wykazywała brak zrozumienia na sytuację kobiet i upodobała sobie bagatelizowanie zgłaszanych przez nie problemów związanych z przemocą domową czy molestowaniem seksualnym w pracy. Za czasów Platformy Obywatelskiej Konwencja antyprzemocowa nie została ratyfikowana, a w życie weszła dzięki ratyfikacji innych krajów członkowskich. Od czasu zwycięstwa PiS sytuacja kobiet w Polsce jest jeszcze gorsza. Rozpoczęła się bowiem otwarta wojna mająca ograniczyć ich prawa poprzez zaostrzenie drakońskiego już w tej chwili przepisów odnośnie prawa do aborcji i samostanowienia o swoim życiu i zdrowiu. Chwilowo na tym froncie podpisane jest zawieszenie broni, ale stawiam dolary przeciw orzechom, że pisowska maszynka sejmowa wróci do tematu.
Życzenia
W związku z dzisiejszym świętem składam każdej polskiej dziewczynie i kobiecie najserdeczniejsze życzenia. Aby zawsze doznawały wyłącznie szacunku ze strony swoich partnerów życiowych, braci, ojców i całego społeczeństwa. Żeby były silne jak Joanna d’Arc, wielkie jak caryca Katarzyna i inteligentne jak Maria Skłodowska-Curie i żeby były wynagradzane niezależnie od swojej płci, a adekwatnie do pracy jaką wykonują. Żeby nikt nie decydował za nie o ich ciele i zdrowiu i żeby w zależności od okoliczności i warunków jakie same uznają za najbardziej istotne dla nich zawsze miały możliwość wyboru.
Polską prawicę przestrzegam przed dalszym lekceważeniem i marginalizowaniem sytuacji kobiet. Żaden kraj nie osiągnie swojej pełni możliwości bez udziału i zaangażowaniu połowy swoich mieszkańców, w szczególności marnując i ograniczając potencjał kobiet i dziewczyn. W ramach lekcji zostawiam im memento, które powstało w dalekiej Republice Południowej Afryki, gdy podczas walki z apartheidem, wielu mężczyzn było zamkniętych w więzieniach i rolę wiodącą w organizacjach wolnościowych przejęły kobiety: „Wathint’ abafazi, wathint’ imbokodo’”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy: „Gdy uderzasz kobietę, to uderzasz skałę”.
