W Polsce bieda ma twarz dziecka
W dzisiejszym komunikacie GUS-u czytamy, że w poprzednim roku ponad 2,8 mln z nas żyło w skrajnym ubóstwie. Skrajne ubóstwo oznacza wydatki poniżej 540 zł miesięcznie dla osoby samotnie gospodarującej lub 1 458 zł dla gospodarstwa czteroosobowego: dwie osoby dorosłe plus dwoje dzieci. Niska zasobność portfeli w gospodarstwach domowych przekłada się w oczywisty sposób właśnie na dzieci i młodzież do 18 roku życia, w której zasięg ubóstwa skrajnego wyniósł 10%, czyli 1 000 000 (słownie: jeden milion) młodych Polek i Polaków.
Pytam więc: Jak to jest panie profesorze, że skoro od 2009 roku z małą obsuwą w 2012 nasze PKB rośnie, to ubóstwo w Polsce jest coraz większe? Stosując tym razem tautologię językową: Jak to jest, że bogactwo nie „skapuje na dół”?
Piketty? Neoklasycy nie znają.
Największym wypaczeniem Balcerowicza jest jego przekonanie o swojej nieomylności. Prezentując w ortodoksyjny sposób swoje poglądy staje się quasi uczniem chicagowskiej szkoły, z którą tak często się identyfikuje. Jako reprezentant neoklasycznej ekonomii nie przyjmuje do siebie żadnych kontrargumentów. Na przykład tych pokazanych przez Thomas Piketty w opublikowanej w 2014r. książce pt.: „Kapitał XXI wieku”, w której francuski ekonomista przybliża dane historyczne z 200 ostatnich lat i opisuje pewną nierówność: r > g, gdzie r to stopa zwrotu z kapitału, a g to tempo wzrostu gospodarczego.
Co oznacza ta nierówność? Oznacza, że raz ustanowiony kapitał powiększa się szybciej niż gospodarka. Zyski z kapitału rosną szybciej niż płace w gospodarce, w której kapitał ów się pomnaża. W wyniku tego następuje erozja warstw społecznych i zanikanie klasy średniej. Bogatsi stają się coraz bogatsi, ale też bardziej elitarni i nieliczni. Niby zawsze tak było i może nie ma o co kruszyć kopii, ale przerażająca jest skala tego zjawiska, bo to nie jest 2 krotność, ale 5-6 krotność.
Wracając do dowodu.
Otóż myli się pan Balcerowicz twierdząc, że „Jeżeli każdemu mówi się, że coś dostanie, to oznacza, iż każdemu należy coś zabrać.” Jako profesor w dziedzinie ekonomii powinien wiedzieć, że w nauce tej od dawna zdefiniowana jest redystrybucja, która polega na przeniesieniu części wspólnie wypracowanego produktu krajowego z całej gospodarki, na rzecz tych którzy w tym wzroście nie partycypują w sposób wystarczający. Nie odbywa się to przez „zabieranie każdemu”, a poprzez finansowanie usług społecznych przez coraz węższą grupę posiadaczy kapitału. I jeżeli w państwie istnieje problem ubóstwa wśród najmłodszych, to do jego zniwelowania należy wykorzystać wszystkie dostępne narzędzia, łącznie z progresją podatkową czy podatkiem kapitałowym od wielkich majątków. I proszę nie dajmy się zwariować neoklasycznej retoryce, że ktoś kogoś okrada, czy demobilizuje do cięższej pracy, ponieważ redystrybucja, to jedynie pewne spłaszczenie nierówności r > g która i tak, i tak pozostanie nierównością.
