Dyktatura wschodnioeuropejska
No więc sędzią we własnej sprawie został... minister Sienkiewicz. To jemu powierzono bowiem rozwiązanie zagadki, kto był mocodawcą w całej tej sytuacji, spiritus movens tego zjawiska. Takiej nominacji nie spodziewał się nawet sam zainteresowany. Skąd on ma niby wiedzieć co się dzieje w Polsce? Przecież ministerstwo, które mu podlega działa jedynie ‘teoretycznie’. Zaczęła się więc wyliczanka: może to obcy wywiad, może grupa niepokornych dziennikarzy skupiona wokół jednego z tygodników, może pewien polski przedsiębiorca, a może... zachłanni kelnerzy? Minister wraz z podległymi mu służbami przez miesiąc strzelał oskarżeniami w różnych kierunkach i za każdym razem niecelnie. Pokazał jedynie, że Europa wschodnia to także Polska. Przykład najlepszych dyktatorskich tradycji tej części świata zaprezentowali podlegli ministrowi, funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W dniu 18 czerwca wtargnęli oni do redakcji Wprost i siłą próbowali przejąć kolejne materiały podsłuchowe, aby w ten sposób uniemożliwić ich dalszą publikację. Z lekka zapachniało Białorusią, fetor IV RP czuć do tej pory. Minister Sienkiewicz udowodnił swoją własną tezę o państwie polskim.
Mediokracja
Co na to obywatele? Nic. Usypiani przez media prorządowe, obserwowali po trosze Mistrzostwa Świata, podzieleni na tych którzy dawno wiedzą na kogo głosować i tych którym już kompletnie przestało zależeć na jakimkolwiek przedstawicielstwie w parlamencie. Zajęli się własnymi sprawami. W wyborach do Parlamentu Europejskiego dali najlepszy wyraz w jakim poważaniu mają politykę.
Kto jest za to odpowiedzialny? W dużej mierze media. Potęgują one zjawisko zniechęcenia biegając za coraz to bardziej kontrowersyjnymi politykami, a nie prowokując jakąkolwiek poważną dyskusję, czy debatę. Liczy się tylko kto?, kogo?, i jak bardzo poniżej pasa? Nieważne jest, jaki mamy deficyt budżetu państwa, jaki to ma i będzie miało skutek na przyszłe pokolenia? Niepotrzebne są argumenty w dyskusji przeciwko podnoszeniu wieku emerytalnego. Nieistotne są motywy działania rodziców sześciolatków i debata o stanie oświaty w Polsce. W końcu, wyimaginowane są dane o biedzie i niedożywieniu najmłodszych obywateli. To wszystko jest nieważne, bo jest za trudne. Trzeba się na tym znać, a na emocjach nie. Tylko jak długo można nakręcać tę spiralę? Ile jeszcze będzie trwać ta wszechogarniająca ignorancja? Może jeszcze jedne wybory, a może wcześniej, ale niewątpliwie nastąpi przesilenie, bo te 77% się w końcu obudzi.
Tymczasem pora się antykorwinizować
I można z pewnym niepokojem patrzeć na rosnące w sondażach wyniki Nowej Prawicy. I na pewno słuszne jest oburzenie klasy politycznej na ostatnie postępowanie Janusza Korwin-Mikkego, który uderzył Michała Boniego w twarz. Bo zachowanie takie jest niedopuszczalne i powinno być piętnowane. Ale warto zauważyć, że lider KNP wcale nie ma na celu podlizywać się politykom czy mediom. Daje upust temu co gromadzi się w myślach obywateli, którzy kiedyś głosowali, a teraz przestali chodzić na wybory. Tych którzy nie jednemu politykowi „daliby w mordę”. Za co? Właśnie za tą arogancję sięgającą zenitu, za zajmowanie się sobą, za brak refleksji nad sytuacją państwa i samych ludzi, za myślenie typu: „Teraz, k… (po wyborach) to paliwo może być nawet i za 7 złotych”. Za to wszystko w końcu wyborcy pokażą czerwoną kartkę. Na przekór władzy i mediom, wybiorą opcję najbardziej antysystemową, której niby o coś chodzi. Zrozumiał to prof. Hartman w swoim apelu do młodego korwinisty. Ponieważ przyszła pora zawalczenia o ludzi po raz pierwszy podejmujący swoje wybory. O tych dla których PO wykorzystująca CBA i PiS wspierające się IPN-em, to jedna koteria, to IV RP, która musi odejść do lamusa.
